wywczas

w planie tydzień wypoczynkowy, z jednym mały akcentem tzn podbiegami na środę zaplanowany.

jako, że wolę aktywny wypoczynek, plan został „lekko” zmodyfikowany, no ale ucięte zostało 10km i obciążenia też generalnie poszły w dół trochę, tym bardziej, że kolejne tygodnie to raptem osiem do startu i zacznie się już konkretna jazda na całego.

poniedziałek miał być wolny, wyskoczyło mi jednak jakieś spotkanie po południu we wtorek i trochę mi to wszystko pokomplikowało, więc zamiast wolnego, zrobiłem 8 km easy, a jako, że do tego nieplanowane, więc zaraz po obiedzie, ze skaczącymi ziemniakami w żołądku. wtorek wolne w środę jakiś słabszy dzień miałem, zmęczony po fabryce, zmarnowany i wypluty, więc nie pierdzieliłem się zbytnio z podbiegami i skoro nie szło, to zamiast zrobić 10×210 standardowej górki, walnąłem raptem 4 razy i to do tego na 90% i jeszcze skróciłem powrót z 4.5km do jednego kilometra, a co, na bogato.

stwierdziłem jednak, że skoro ma być trochę lżejsze bieganie, a słabo idzie, to nie będę naciągał gumy za mocno bo i po co, chociaż jakieś tam wyrzuty sumienia miałem lekkie, że nie dociągnąłem do końca, głupi ja.głupi, że te wyrzuty niby były, wuj wie po co, one tam były.

w czwartek chyba powodowany dalszą niemocą, nasampierw przed treningiem wykasowałem solidniejszy trening z zegarka, bo jednak tydzień wypoczynkowy, potem myśl, że mam klepać na spokojnie 14km jakoś mnie przeraziła i na szybko wgrałem lekki mini akcent, co z założenia miał być jako zabawa biegowa potraktowany, ale oczywiście nie wytrzymałem z tym lekki, głupi ja.

poleciałem to bardzo mocno, lekko oszukane trochę te tempa, bo zaczynałem z wyraźnej górki miałem konkretny zbieg jakieś 300-400 metrów niemniej potem już było pod a za zakrętem pod konkretny wiat do tego, ale co by nie pisać, było z górki na początku i nie chce być inaczej.

akcent wyglądał tak 3 km rozgrzewki a potem 1600/1200/800 mocno na 800 truchtu.

1600 poszło mocno, ale nie byłem jeszcze dobrze dogrzany a i najdłuższy odcinek pod wiatr miałem, niemniej średnio weszło w 3:46 potem 1200 już w 3:39 i 800m w 3:33 co jak na mnie jest już tempem z przepaści. zadowolony jestem, bo niby nie długie te odcinki ale dowalone na maksa i jak leciałem końcówkę 1200 metrów pod lekką góreczkę a na budziku było poniżej 3:40 wiedziałem, że jednak noga jest.

800m było najgorsze, bo napędziłem tempo z górki do połowy dystansu poniżej 3:30 mimo, że starałem się nie biec sprintem, a potem już wydawało mi się na prostej, że biegnę po 4:20 a tu niespodzianka na koniec tempo średnie 3;33 na strydzie.

jako, że tydzień wypoczynkowy to dziś wpis też będzie odpoczynkowy i już kończymy powoli tylko dwa ostatnie dni opędzlujemy.

sobota spokojne ale żwawsze truchtanie, całe 12 kilometrów @4:41 szkoda tylko, że pierwsze 6 pod taki wiatr, że jak splunąłem przed siebie to mi opluło plecy, a niedziela jak zwykle „długa i jak zwykle urozmaicona.

póki to wszystko składa się do siebie jakoś, nie chcę klepać nudnych spokojnych kilometrów, wolę biegać jakieś urozmaicenia na tych longach, bo mimo wszystko, nie 10km jest dla mnie najważniejsze a październikowy start w maratonie, więc staram się przyzwyczajać do dłuższych temp. co z tego wyjdzie zobaczymy.

w każdym razie, po sobotnich deszczach od rana było całkiem miło na dworze, wiatru nie licząc, no ale co tam, wiadomo, jak nie wieje, znaczy koniec świata już blisko.

wylazłem więc z samego rana, znaczy zaraz po ósmej, co jak na niedziele, jest rankiem w miarę porannym.

biegałem po wahadle, pierwsza połowa wiatr centralnie w pysk, a w planie kobyłka ze stryda, czyli bieganie na moc, ale wiadomo, że patrzyłem na tempa i tętno też.

3.2 rozgrzewki i na dzień dobry od razu pod wiatr 4.8km steady state run, tak bym to określił, czyli polski 2 zakres. jako, że było pod górkę dobrze ponad dwa kilometry a pilnowałem mocy, tempo nie powalało coś koło 4:28 ale jak już się wgramoliłem miałem lekko w dół, i mimo, iż pod wiatr od razu szło po około 4:12/14 co dało na całości @4;21. nie było lekko, raczej ciężkawo, tętno też wysokie bo pod 161, ale to ma swoje usprawiedliwienie, bo zacząłem ciąć węgle, temat na osobny dłuższy wpis, niemniej wracając do biegania główny przeciwnik to był podbieg i wiatr. stryd pokazał że średnio 6% wiało na tym odcinku, więc komu se chce liczyć może se odjąć 6% tempa od tego 4:21 na sam wiatr. potem 1200m easy, w międzyczasie nawrotka i 3200 ale deko mocniej na mocy. niestety znów zaczyna się pod górkę i ciągnie się prawie całe 3.2 km za to już z wiatrem w plecy. nie patrzę na tempo, na budziku moc na ekranie głównym, niemniej o ile pod górkę wyrabiam z zakresem, to po płaskim jestem ciut poniżej ale nie zwiększam tempa lecę swoje, bo zaczyna się robić trudno ale wykonalnie jak to Daniels pisze o tempie thresholdu, chociaż ja raczej mam wrażenie, że po około 4:15 lecę. pod koniec patrzę na tempo a tam 4:09 średnie więc jestem całkiem miło zaskoczony tym bardziej, iż średnie tętno jeszcze poniżej thresholdu bo 165 a LT to umknie zaczyna się od jakiegoś 169. kolejne 1200m easy, które wszystkie zresztą, wchodzą za szybko bo około 4:45 i ostatnie najmocniejsze 1600m. te jak raz mam cały czas z górki więc wiem, że coby nie było to będzie mniej 4min/km ale staram się trzymać zaplanowanej mocy a to znowu pociąga za sobą to, że trzeba mocniej nogę przycisnąć z górki i widzę, że po pierwszych 800metrach mam 3;46 średnio potem jakby lekko odpuszczam ćwierć kroku, ale stwierdzam, że nie ma co być miękka faja i ostatnie 300metrów gdzieś ciasne już poniżej 3:40 z końcówką 3;25.

i tyle, zostaje dobieg do domu około 3.5km co okazuje się najcięższym odcinkiem, ale staram się robić to ładnie, z wybicia, bez człapania jak golem i bez problemu robię to w @4:48 a całość wyszła 18.5km w 4;29 fajny dobry solidny trening.

tydzień „odpoczynkowy” więc tyle 59km wyszło nasrednim tempie 4;37 ten wypoczynek był.

ech….

czuj czuj, czytaj.

cichykot Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.