wolny jak ślimak w ciąży

Aldi niemiecka ich mać, Chester 10km

ciężko mi jakoś podsumować ten start.

teoretycznie wszystko poszło żle a praktycznie nie czuje jakiegoś niedosytu po raz pierwszy od dawna.

pierwsze co chce się napisać, to gorąco. gorunc po prostu był niemożebny i to przesądziło głównie o nienabieganie tego co chciałoby się, chociaż doszły też inne obiektywne czynniki. niemniej sama pogoda po prostu zabijała. parę dni przed startem w wyspy uderzyło afrykańskie upały i mimo, że startowałem o 7;45 to patelnia była już piękna, zero chmurki na niebie i duchota z coraz większym słońcem.

nie chciałem poddawać się jednak już na starcie, plan był zacząć spokojnie kontrolować sytuację.

szybko sprawnie, podzielone wszystko an cztery strefy, ja stałem w B, sam start z torów wyścigów konnych w Chester, więc pierwszy raz można napisać z czystym sercem 7;45 i poszły konie po betonie.

od samego początku przyjmuję ostrożną taktykę, nie staram się cisnąć wiem, że profil będzie ciężki a pogoda dobija. zaczynam tak po płaskim po około 3:50/52 i tak mojam pierwszy kilometr.

nie czuję się ani żle ani dobrze, raczej nijako i już wiem, że nie będzie lekko. przed startem STRYD pokazał mi, że powinienem polecieć to średnio na 297 watt i tego staram się trzymać, chociaż wiem, że te 297 watt raczej będzie cieżko, ale mam chociaż czego się trzymać.

ustawiłem też w garminie tarczę RACE SCREEN i chociaż nie traktuję tego jako błąd, więcej tego nie zrobię i trzymam się swoich sprawdzonych ekranów na następny raz. niemniej lecę drugi trzeci kilometr podobnie odczuciowo podobnie, wciąż nie wiem czy jest dobrze czy żle niemniej już wiadomo, że dnia konia nie będzie i zaczyna się podbieg. dobre półtora kilometra podbiegu.

cała trasa jest zresztą szarpana, w takie drobne mikro schodki i nawet te półtora to wciąż w górę ale schodami góra dół. robi się cieżko, nie dramatycznie jakoś, ale lekko tempo spada. delikatnie.

tak naprawdę nie wiem co biegnę, bo lapuje wg znaczników organizatorów i to też był błąd jak się okazuje na końcu. moc niemniej z grubsza mi się zgadza i jakoś się wdrapuje pod tą górkę w towarzystwie faceta w zielonej koszulce. delikatnie dostajemy wiatrem w pysk a trzeba przyznać, że chociaż raz praktycznie nie wiało, i mówię zielonce chowaj się za mnie bo tempo mamy podobne i będziemy se dawać zmiany co kilkaset metrów, ale on wyskakuje przede mnie i zaczyna cisnąć pod ta górkę zdrowo. usiłuje dotrzymać kroku jakieś 30-40 metrów ale mówię mu sorry mistrzu jesteś dla mnie za mocny leć swoje, ja swoje innym razem się pościgami, ja dziś za słaby na Ciebie.

także uspakajam rytm dociągam do piątego nawrotka i punkty pomiędzy piątym a szóstym. ja wciąż czuję się nijako, co traktuje jako dobry prognostyk, bo mimo, że nie ma powera w nogach to nie ma żadnego śladu zjazdu, ot narastające zmęczenie, ale nic z czym nie można by se poradzić.

tętno wciąż równe spokojne jak na zawody na 10km bo 171 znaczy robię nocny threshold i tak też się czuję. łykam zela, nie wiem, czy pomaga, ale na pewno nie zaszkodzi a psychicznie coś tam podbuduje, łapie butelkę z wodą leje się cały, płuczę gębę i lecę tym razem już po płaskim.

koszula od razu waży te pół kilograma więcej, ale nie zwracam uwagi tym bardziej, ze zaczyna się lekko w dół ale wiem, że to ostatnie miłe co mnie czeka, bo jako, iż start był w innym miejscu niż meta ostatnie 2 km to podbieg.

na zegarku mam na ósmym zapas, że wiem, iż nawet jak zrobię te dwa ostatnie po 4;15/km to i tak zmieszczę się w 39:59 ale wciąż biegnę po te 4:02 -04 bo zaczyna się już wspinaczka.

cieżko, naprawdę cieżko. coraz mocniej pod górę, momentami widzę nawet 4:30 na budziku, ale zbieram się i kończę 9ty chyba w 4:07 i widzę zielone przed sobą. o mistrzu myślę, tam to my się nie będziemy bawić i nie opcji, żebyś ty mnie wyprzedził. co prawda gość wygląda na kategorię staruchów, myślę z 50 ma dziad jebany na karku jak nic, ale trudno no mercy dla geriatrii, nie po to wciąż mam góra dół, żeby jakiś emeryt mnie wyprzedzał i łykam go ekspresowo w okolicach tabliczki z panią 400 metrów meta.

nic nie cisnę staram się trzymać tempo wiem, że miałem jakieś 20 sekund zapasu do 40 min więc bez wariackiego finiszu, ale lecę swoję do mety.

wpadam, zatrzymuję zegarek i łot de fak ???? 40:02 ? noż kurwa jakże to tak ? zielonka zaraz za mną, ale nie mam jak pogadać bo spierdala do przodu ze wstydu a ja czekam na kumpla zaraz za metą, ciemnej wciąż nie mogę wyjść ze zdziwienia jakim to sposobem mam 40:02 skoro miałem taki zapas, tym bardziej, że nie byłoby żadnego problemu nadrobić te pare sekund na końcu, ale leciałem już na spokojnie mając ciężki tydzień przed oczami który mnie czeka.

może nie wkurwiony, ale mocno zdziwiony patrzę na zegarek a tam 10200 i tempo 3:55/km.

nie ogarniam tego, czuć zmęczenie i nie mogę pozbierać myśli, z nieba leje się żar a ja wciąż nie mogę zaskoczyć o co kaman. przed startem pare razy sprawdziłem stryda, pokazywał co do metra praktycznie więc jakim cudem orżnął mnie o 200m? no nieważne myślę, bo i tak jestem zadowolony i to nawet bardzo, głownie z bardzo dobrego taktycznego rozegrania biegu i bardzo równej pracy przez cały dystans. co prawda lekko za słabo wg stryda bo średnio weszła w te 292 watt czyli dość znaczny niedobór, ale w normalną pogodę pewnie te 297 by weszło.

na spokojnie już w domu sprawdzam strave a tam 99% ludzi których mi pokazuje, że biegli ze mną dystanse od 10170 do 10300 ale przeważa 10170-10180.

zagadam do regulaminu, ani słowa o ateście, a link organizatora odsyłający do profilu i trasy pokazuje tez grubo ponad 10100.

wiadomo Aldi to robił, i weź tu kurwa wierz niemcom.

przyjmuje więc sam dla siebie wynik z garmina na 10km 39:08 jak mi pokazał jako nowy rekord.

ot tak dla własnej moralnej satysfakcji.

tych satysfakcji były jeszcze dwie.

zielonka ( widać go zresztą na zdjęciu, finiszował łobuz i myślał, że mnie pyknie, ale to widzę dopiero teraz) był w kategorii M45 czyli staruch młodszy.

a ja w starszakach m50 zająłem 3 miejsce w kategorii/182

byłem trzeci ze swojego klubu na 12 w tym 1 w M50 a generalnie chyba 81 na jakieś 1700 osób.

amen.

cichykot Opublikowane przez:

2 komentarze

  1. Lukasz
    20 lipca, 2021
    Reply

    Gratuluje złamania 40 minut !

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.