liczydło

12x210m UpHills+6x110m/110m strides

tak to właśnie bywa jak się liczyć nie umie. wczoraj sobie siadłem popatrzeć cóż tam los treningowo mi przyniesie w najbliższych tygodniach, i coś mi się zgadzać nie chciało. jak wpisywałem plan w FinalSurge robiłem to na dzielonym ekranie w komputerze co spowodowało, że nie wiem jakim to sposobem rozjechałem się z planem o tydzień. tzn zaczynając 12 tygodniowy plan faktycznie miałem 15 tygodni do zawodów, nie 14 jak bylem przekonany.

i zrobiła się dziura i długo myślałem jak i kiedy ją zapełnić. jakby nie kombinował dupa jednak była z tyłu i nic za bardzo rozsądnego nie wymyśliłem oprócz tego, że powtórzę ten tydzień za tydzień.

wciąż lecę lekka zmianą planu czyli akcenty nie rozłożone w czasie a skumulowane, co wygląda tak, że dziś podbiegi jutro threshold na dobicie. zeszły tydzień weszło to dobrze i bez żadnych problemów, ale też drugi akcent nie był jakoś mocny a pierwszy wszedł na świeżych nogach. też w planie pierw jest threshold a potem podbiegi, ale rozdzielone chyba 3 dnami, a ja nie ma tych trzech dni, więc odwróciłem jednostki. dziś były pod górkę jutro już klasyka.

w planie 12x210m Up plus 6x100m/100m. jako jednak, iż eksperyment trwa a jutro naprawdę kawal treningu, nie biegałem tych podbiegów tak mocno jak ostatnio. nie że słabo, ale jednak nie na te 95-99% tylko na 92-96 tak bym to określił. jakąś sekundę dwie wolniej niż ostatnio / średnio 52s w porównaniu do 50 może 51 przy ostatnich, niby to niedużo, ale jednak było lżej. mam nadzieję, że tez trening zaczyna przynosić efekty, bo te 52 w zeszłym roku to ja robiłem na ostatnich nogach x8 lub x10 sztuk a dziś gładko weszło 12 i to bez popitki.

umęczyłem się nie powiem, ale nie zarżnąłem, kombinowałem podczas biegana ze zmianą rytmu, kroku itd, jednym słowem, miałem dość sił na eksperymenty, ale nie znaczy to, że było luźno bo luźno nie było, zrobiłem to uczciwie, tylko, że delikatnie lżej niż ostatnio, średnio szło po 269 watt a ostatnio biegałem to po jakieś 272, za to dwa więcej dzisiaj było. na koniec standardowo rytmy coś koło 110m, ale już się pogubiłem w którym miejscu zaznaczałem ostatnio 100m więc jutro zmierzę raz jeszcze. rytmy mocne ale też weszły gładko. mniej niż 3:30/km.

zobaczymy co to jutro dzień przyniesie, oprócz deszczu i wiatru a ma wiać i lać, ale cóż w sumie to niczego innego się nie spodziewałem.

cichykot Opublikowane przez:

Jeden komentarz

  1. Anonim
    13 lipca, 2020
    Reply

    Każdy prawdziwy mężczyzna konsumuje bez popitki😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.