jaK carmen Z Popielniczki

a może jak feniks z popiołów ? po corosie zostały całkiem miłe wspomnienia a ja dwa dni biegałem na starego, leciwego ale wciąż sprawnego 31XT. w sumie chyba, to samo mógłbym powiedzieć o sobie, mam nadziejęi matke głupich.

wtorek, jak zawsze akcent w sumie jak większość akcentów magnesa, całkiem fajny, czyli mix temp i czasów. szło to w ten sposób 2km/4min+400m/2min+1200/4min+400/2min+1000

biegane miało być to w T10 dłuższe a T5 krótsze odcinki. wklepałem se ręcznie ten trening do garmina, co zajęło mi całą niedzielę, tak sprawnie to szło, i mimo, że strasznie, ale to kurewsko strasznie nie chciało nie chciało mi się wychodzić, wylazłem jednak z dziupli i polazłem zrobić swoje.

wtorek w ogóle był pełen wrażeń, bo o 16stej miała być premiera nowych feniksów a z samego rana, jeszcze przed piątą, zauważyłem posta na pejsie, ktoś tam napisał, że jest dostępny w cotswoldoutdoor ( to oficjalny dystrybutor garmina między innymi) i faktycznie było parę modeli ukrytych sprytnie między innymi feniksami. żadnej wzmianki oficjalnej na stronie, nic, ale jak się poprzebijało, przez ileś tam modeli, było parę różnych nowych feniksów.

długo się nie zastanawiałem i 5:15 byłem już po zakupie Fenixa7X Sapphire Solar także dzień zaczął się dynamicznie i pełen emocji, co niestety nie przełożyło się kompletnie na jakąkolwiek chęć wyjścia na trening.

tym bardziej, że tydzień w pracy był też lekko nerwowy, cały, byłem dwa razy interwiuowany i mimo, że olał to ja z grubsza ciepłym moczem, to jednak jakiś tam stres też był, no generalnie chujnia z myjnią była na samą myśl o treningu.

polazłem jednak bo chciał, nie chciał -musiał i jakbym miał wierzyć GPSowi to był najlepszy trening ever, ale jako, że ja wiem co biegam to nie ma po postu takiej obyci, żeby tak było.

owszem miałem dzień konia czy tam kota nawet, owszem noga szła jak zła mimo tej przedwyjściowej niechęci, owszem cały trening od początku do końca zrobiony równo, ale nie ma szans żebym ja biegał te odcinki dłuższe od 3;40 do 3:30/km po prostu nie ma.

cokolwiek to nie było biegane jednak, było pobiegane dobrze, chyba nawet lekko za mocno przynajmniej na szkiełko i oko, bo zamiast T10 myślę było to bardziej T5 natomiast te 4setki to były w T1-3 a nie T5. anyway, zadowolonym był ja mocno i nawet zebrałem trochę niezasłużonych pochwał, co nie powiem miłe jest, ale z prawdą niestety za dużo wspólnego nie ma.

środowy trening patataj coby zmęczona nogę ruszyć i dzień pcha do przodu trzeba było, bo Fenix czekał i cieszyć się nową zabawko trzeba było. jak zwykle pół wieczoru zeszło na ustawieniach, wymianie wrażeń i pierdołami z tym związanymi czwartek wolny a w piątek w planie jak zwykle znów akcent niewielki tym razem bo 12×200/200 który to zamieniłem se na 0:45sek na jakieś 1;20 powrotu.

wgrałem sobie appke stryda do garmina, wklepałem docelowe moce i tu znów dygresja, coros jednak bieganie na moc ma ogarnięta zdecydowanie najlepiej. nie ma żadnego doskoku, póki co żaden system do corsa żaden zegarek w tym temacie. mimo, że już kiedyś uzywałem tej papki i wydawało mi się, że nie będzie żle, to tylko wydawało mi się, bieda z nędzą poganiana przez rozpacz z obrzydzeniem. da się oczywiście, ale ja jednak podziękuję za takie dawanie.

biegałem póki co dwa razy na tą aplikacje, pierwszy i ostatni. oczywiście dalej biegam tylko i wyłącznie na moc, ale wolę biegać bez alarmu stref niż się męczyć z tym dziadostwem.

sam trening poszedł dobrze zaś co nie znaczy, że jakoś specjalnie lekko. na papierze wyglądało to „luźne” bieganie w T3 tym bardziej, że pierwsze 25 sekund z tych 45 miałem w dół a potem tylko utrzymać, te 20 sekund do końca i już.

te TYLKO było najgorsze i dołożyłem sobie konkretnie. dobry solidny trening, tylko te tempa sie nie zgadzały z ostatnim treningiem na GPS haha. bo tam to mi pokzywał, a odczuciowo biegłem wolniej po 3:15/20 a tu ledwo ledwo 3:30 całośc średnio nie dość, że połowę krótszy dysans, to i połwę z górki było do tego.

takie są własnie te wskazania, trzeba trochę do tego wszytskiego podchodzić z lekka dozą niesmiałości. prawda lezy gdzies jak zwykle z boku, czyli stryd ma laga i zaniża,szzcególnie na krótkich odcinkach a GPS znów raczej ma tendencję do zawyżania takowych. co by nie było zmęczyłem się solidnie, trening wszedł jak wejść miał a ja zadowolony bo mopgłem sobie piwo otworzyć.

wiem wiem, nie zasłuzyłem, bo obietnica wagowa niedpotrzymana, niemniej jakieś drgniecie w temacie jest bo srednia z tego tygodnia 71.5 kga nie 72 jak z zeszłego, więc mam nadziję, że jednak staczam się i to do tego w dól.

pilnuję michy solidnie i mimo chwil słabosci, staram się to wszytsko ogarniać i trzymac balans a nawet bilans. wciaż chodze lekko głodny, tnę co się da i gdzie się da, więc moe efekty jakieś w końcu przyjdą.

niedziela to dłuższe bieganie plus sergesy 6x45sek pod koniec. magnes tłumaczy w swojej ksiązce, że surges to cos w stylu przebiezki, ale bez zwalniania tempa pomiędzy i biegane jest pośrdku treningu po czym w planie wkłada to na koniec.

surgery skończyły sie tym, że rozjebałem się kompletnie na sprzęcie i zalapowałem szybciej, po jakichś 10 minutach treningu zamiast po godzinie dziesieciu i kazało mi już te surgersy robić, więc wyj z nimi, twardo wytrzymałem te ponaglające pipkanie w słuchwkach, co charaktert silny to silny jednak, i jak już skończyło mnie poganiać te kurestwo, to dalej swoje Z2, znaczy żawszy patataj po odmierzonych petlach plumkałem.

nuda mnie pod koniec dopadła i postanowiłem zrobić 4 ostatnie koła żwaiwej, jak raz nie na moc a na tetno a tak dla zmylenia przeciwnikia.

ciekawy byłem co mi wyjdzie w takzwanym szerokiem Tętnie Maratońskim. starałem się nie przekraczać 164 max, ale generalnie trasa pofalowana i końcówka już szła ponad 162 co wciaż jest bardzo dobrym osiagnięciem przy tempie około 4:15.

weszło więc 6.2 km TM i fajnie bo brakuje mi takich temp, muszę to przemysleć, skonultować się z kartkami w planie i może warto dołozyć żwawsze niedziele, w kontkeście, że zeby zapierdalać trzeba zapierdalać.

przyszły tydzien to tydzień lużniejszy ale w palnie jest parkrun jako biega klasy B i chociaż wiadomomo, że polecę co mogę to nie wiem jakz wykle co mogę.

chcaiłem birko robic swoje jak zwykle, ale pomysłałem może jakieś gościnne występy, wiec pisze do Alana, że dobrze może chester a on ze hoho jasne lecimy, ale widać podrązył temat i pisze mi tak:

„chester is mixture of tarmac and grass also it’s quite narrow in places , I spoke to someone who did Widnes Parkrun today and he said it’s flat and all on tarmac , so I don’t know if your looking for a pb course ?
But if you want to do Widnes sometime anytime  , I can always pick you up by the bus station and go over .”

no to lecimy do wigan, tam mnie jeszcze nie było z tego co pamiętam.

założenia są proste, cisnać, cisnać, jak komornik wypłacalnego. do krwi ostatniej.

czuj czuj, czytaj.

cichykot Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.