5 strona Pacana

6×800/1:30 @3:54/335w +5x150m/250m

kwiecień, plecień poprzeplata..nie ? to nie ten miesiąc ? no nie jestem pewien, w sobotę lało, w niedzielę słońce a dziś z tego wszystkiego wiatr został na pewno a tak dzień od rana wykastrowany vivaldi, trzy pory roku znaczy. no może dwie nawet, albo w sumie to nie dwie a piąta pora roku, wiatr, trwająca raptem jakieś 359 dni/ rok więc w sumie niedługo nawet.

a w planie 6×800 na spokojnie, gdyż ten tego, jak pisałem start virtualny w czwartek, więc już chciałem to w miarę na spokojnie pobiegać, ale co znaczy spokojnie. niby koło 4/km ale koncepcji na to nie miałem za dużej. generalnie sprawa miała się tak, że biegałem to z kumplem, który jak raz miał 8×800, ale zmieniliśmy własnie na te moje 6×800 plus rytmy.

nie było dziś ani lekko, ani fajnie, ani miło, ani karwa nic, dzisiaj był wiatr, który zabijał mnie i cały trening. słabo się wtedy biega na cokolwiek, bo jednak szybkościowe bieganie, to szybkościowe, a nie jakich ekwiwalent. 3x samogwałt może jest ekwiwalentem 1 porządnego razu, ale jakoś tak wydaje mi się, że każdy woli oryginał.

wiatr standardowo, można by powiedzieć, że ktoś go tam po prostu wkleił i zostawił na wieczność, wieje cały czas w tą samą stronę, znaczy z górki jak biegam mam w pysk. pod górkę nic nie przeszkadza, to fakt, ale już też i nie ułatwia czegokolwiek. nie że te z górki to mocno, skądże, może z pół %, może jeden, ale wystarczająco, żeby na tych ośmiuset metrach ciągle było źle.

inna sprawa, czy ja kiedyś byłem zadowolony ? wciąż wiatr w oczy i w sumie z tym się pogodziłem, jest jak jest, wyżej fajki nie podskoczysz, jednak warto takie rzeczy zaznaczać wyraźnie i trzeba je brać pod uwagę, bo mają większy wpływa niż odpływa na to wszystko.

windy.com pokazało dzisiaj 20/km stałego i 40 w porywach ale mam wrażenie, że były dzisiaj tylko porywy jak biegałem.

widać to zresztą bardzo ładnie po mocy, bo jednak kolejny raz muszę zwrócić honor strydowi, ale coś tam jednak pokazuje ten wiatr.

pierwsze z górki pod wiatr, poszło w 3:53 na średniej mocy 343 a pod górkę drugi w 3;52 na średniej mocy 331, no jakiś obłęd, żeby pod górkę szło lżej i szybciej. tylko nauka radziecka zanotowała takie przypadki, ale gdzie mi tam równać się z pacanami CCCP. przy tej okazji po przemycam trochę różnej muzyki z odmętów internetu, nie za często, ale się zdarzą różne ciekawostki z odmętów internetu.

i tak szły te osiemsetki na ruską modłę, szybciej wolniej, ale nie czułem tego kopa. luzu, nic, orka i tyle. po tym pare minut oddechu i 4×150/250m też pod wiatr, ale to bez znaczenia już było i tu o dziwo poczułem trochę lekkości, jak na mnie szybkie po 3:30 średnio a nie dusiłem tego jak 5 złotych w skarbonce.

jak to się pięknie mówi uczucia mam ambiwalentne, czyli słabe to ostatnio wszystko jest i tyle. jak to mój koleś mawiał, przytłumiony treningiem jestem i być może cos w tym jest. zresztą widzę, że plan akcent dzień po dniu nie będzie się sprawdzał jak pisałem, bo kolejne tygodnie zapowiadają się mocne.

no i waga, ja nie wiem, znów tyle tylko od powietrza, wydaje mi się, że mało co jem, ale widać tylko wydaje, jak zobaczyłem dzisiaj rano na wadze 74 kg to aż mi się słabo zrobiło. nie chcę znów wpadać w „obłęd” liczenia kalorii, ale widzę, że znów czegoś dużo za dużo się narobiło. trudno dociągnę plan do końca, bo fajny jest, na żaden start już nie liczę, więc w sumie walić to, czy nabiegam tą połówke 1:32 czy 1:28. a potem będziemy myśleć co dalej.

w telewizji dziś, program dla drugiej zmiany.

telefon 110, kosmos 1999

cichykot Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.