319 watt

5 mil bierkenhead park virtual race. 33:22 /319watt/4:09/ 165bmp

czy coś ze mną nie tak jest, czy po prostu mam takiego pecha, ale od paru dni samopoczucie systematycznie w dół nawet „body” garmina nie dawało rady dociągnąć do więcej niż 80 co jest naprawdę rzadko się zdarzało. z nosa leci, kicham, ogólnie do dupy samopoczucie,

jako, że tak naprawdę nie planowałem tego, wpadło niejako przy okazji, nie przejmowałem się w ogóle żadnym wynikiem, postanowiłem dwie rzeczy, jakby szło słabo nie szarpię się na nic, nie walczę, robię w miarę mocny trening i jebać biedę.

druga sprawa to , robię całość na moc. po poniedziałkowych 8setkach, zrobiłem sobie we wtorek refreszing trasy i byłem załamany po biegu. te 3 podbiegi robią robotę, pamiętałem jak zdychałem tam w zeszłym roku i wiedziałem, że i dzisiaj nie będzie lekko.

stryd wyliczył mi na 8km 315 watt i czas 32:53 +/- 40 sek i tak po te 315 watt postanowiłem wszystko polecieć. równo na moc. żeby się nie fiksować na tempie, ustawiłem budzika tylko na ekran mocy, lapy co jedną milę i wio.

warunki brzegowe nie były złe , lekko mżyło, praktycznie nie wiało, windy com pokazuje 12/h w porywach 26 i gdzieś tak było i jak raz udało się za bardzo tymi porywami w ryj nie dostać więc mimo, że wiało pod górkę akurat-czemu nie jestem zdziwiony?- to nie było to w żadnym wypadku dzisiaj czynnik decydujący.

gorzej z wagą, 74 co mi dziś rano pokazało, to już waga w kategorii bydlaczek a nie cienki jak polsilver, ale znów z cyframi nie ma dyskusji, tak rano było i koniec kropka. żadne czary nie pomagają, obywatela jest coraz więcej, mam jakieś tam wnioski ale obiecałem już wpis o odżywianiu więc, jeszcze do tego wrócimy. w każdym razie na pewno wiatr dzisiaj kart nie rozdawał, a jak już to były to same blotki. kumpel który leciał za mną, skarżył się co prawda mocno, że wiało, ale ja za bardzo tego nie zauwazyłem.

trzy. dwa, jeden, start i lecimy, pierwsza pętla krótsza w „miarę płaska” to moja standardowa pętla 1550m którą mam obieganą jak zły szeląg, tyle, że w drugą stronę ale jakie ma to znaczenie czy w jedną czy w drugą, boli tak samo. staram się trzymać mocy widzę, że pod górkę mocno trzeba zwalniać, ale tam gdzie idzie w dół też nie ma lekko, bo żeby dobić do tych 315 to ja muszę naprawdę dobrze zapierdzielać. wbiegam na drugą pętle i zaczyna się podbieg. staram się trzymać tych 315 ale tu trzeba się pilnować, bo skacze mocno w górę i zwalniam naprawdę mocno, żeby chociaż w okolicach 318-320 się kręcić. zdecydowanie za mocno wydaje mi się, ale skoro ma ten bieg mieć jakiś sens, trzeba się trzymać założeń. gdzieś po drodze pika mi druga mile i widzę 4:12 średnią z odcinka. nie powiem, żeby mnie to podbudowało, raczej lekko zasmuciło, żem słaby jak kuropatwa, ale cóż. jakby można było szybciej to by było, kolejny raz z cyframi nie da się dyskutować. parę zakrętów i znów lecę pod górkę i teraz sie okazuje, że te 315 to już nie jest za mało, tylko idealnie w sam raz. dziękuję najwyższemu i strydowi, że nie muszę cisnąć mocniej bo już mocniej by nie było. oczywiście znów jestem lekko na plusie na oko ale średnia z całości to 318 wat a ja nie daję rady wyciągnąć 315 watt z górki i zbiegam gdzieś w okolicach 310. nogi robią się ciężkie i wiem, że nic nie było za słabo te 315 średnio, że nic nie było za wolno, a zaczynają się pojawiać myśli, że chyba raczej za mocno. no dobra, staram się nie poddawać, szczególnie, że już tylko ostatni raz tej wspinaczki przede mną, jakiś się zbieram ogarniam, wręcz cieszę, że nie muszę piłować tych założonych watów po prostej, że będzie „chwila odpoczynku” pod górkę.

czuję, że zaczynam się powoli kończyć za górką, staram się lecieć swoje, wiem, że to już niedługo, ale nie mam chęci na żaden finisz aby tylko dociągnąć do końca i stanąć. nie sprawdzam po ile lecę, nie pamiętam czasu z zeszłego roku – wtedy były to jednak regularne zawody i nie dość, że byłem dużo bardzie zmotywowany, to prawie całą trasę tasowałem się z gościem z mojej kategorii i dzięki temu kończyłem ostatnie 300 metrów w 3:45 dołożyłem tej łysej pale chyba z 80 metrów wtedy ale dzisiaj nie było nikogo były tylko waty i ja. kończę więc bez żadnego szarpania, staram się biec równo i mocno ale mety wyglądam jak skacowany górnik końca szychty.

kończę z czasem 33:22 czyli o 10 sekund wolniej niż w zeszłym roku. n

średnia wychodzi w 4:09 na 319 watt. jak pisałem stryd zakładał, że polecę to w 32:53 +/- 40 sek i zgadza się to idealnie.

dużym zaskoczeniem okazuje się natomiast tętno, bo średnie wychodzi mi 165 czyli wg tego opierdalałem się jak tylko mogłem. zeszły rok mimo że tylko 10 sekund szybszy, był zrobiony na średnim 172 co i tak było słabo bo biegałem już 10tki na 177 dwa lata temu z tego co pamiętam.

ale nie ma się co oszukiwać, te waty były wyliczone idealnie i byłem też dzisiaj idealnie zrobiony na to. nic ani nic szybciej był nie poleciał na ta chwilę a więcej może ze 200 metrów a i tak tylko wtedy jakby ktoś znalazł taką przepaść i mnie z niej zepchnął.

odczuciowo było to na 100% i kolejny raz powiem, nie dyskutuję z liczbami, przyjmuję rzeczy jakimi są i mimo, że wolałbym, żeby średnia była po 3:58 to trzeba wynik wziąć na klatę i dalej robić swoje.

żeby to jasno wyartykułować, jestem z wyniku naprawdę zadowolony, zrobione to było równo z treningu, z tak naprawdę dopiero 4 tygodnia akcentów, na niskim tętnie w samotnym biega więc jest dobrze, ale oczywiście wolałbym być zdecydowanie w innym miejscu.

trzeba się jednak liczyć, z tym, że może tam gdzie ja chcę być- już nie będę nigdy i może też trzeba wziąć pod uwagę, że ja już wracam a nie idę do celu. jest też i taka możliwość, że się od niego już odbiłem i teraz tylko równia pochyła i to w dół a nie pod górę. bardzo to możliwe, ale kompletnie mnie to nie martwi. robić trzeba swoje dalej i tyle.

aha no iw sumie też ważna jak nie najważniejsza rzecz. na tych 5 milach wyszło 92 metry pod górę więc zdecydowanie nie jest to trasa na szybkie bieganie, zdecydowanie.

GAP ze stravy @3:58/km wyszedł więc może jednak jeszcze chwilę pożyję.

tylko zwierzyniec póki co.

cichykot Opublikowane przez:

7 komentarzy

  1. Sultangurde
    23 lipca, 2020
    Reply

    Fajna relacja. Gratulacje. Nie doceniasz adrenaliny. Pocisnalbys na zawodach pewnie z 30 sekund szybciej. Z tymi watami czuję sie jak na dziale z żarówkami w Castoramie :🤪

  2. 23 lipca, 2020
    Reply

    no wiadomo, że co prawdziwy start, to prawdziwy start. tu jestem zadowolony bo było równo i o to chodziło, przetestować castoramę i siebie oczywiście.

  3. Januszekwiatuszek
    23 lipca, 2020
    Reply

    jaka byla tolerancja mocy?
    ile skakało , z opisuje wnioskuje 5-10 W

  4. 23 lipca, 2020
    Reply

    zamysł był na 315 i tego jak najbliżej sie trzymac, a skakało tak do 350 chwilami, zanim zwolniłem, pod górkę bardzo łatwo napedzić. ale weszło idealnie uważam.

  5. Siedlak1975
    23 lipca, 2020
    Reply

    To bieganie ma sens👍
    Podejrzwam że twoje Hmax 196? już jest nieaktualne. Stawiam na 190.

  6. Anonim
    23 lipca, 2020
    Reply

    ja miałem 192.
    ale tak naprawdę max do niczego jest niepotrzebny, wszelkie strefy są liczone od tętna na progu a te dalej chyba niezmienne 169-173.
    dzisiaj byłem, jakby to powiedzieć, przytłumiony chyba 🤣🤣🤣

  7. […] już tylko virtual race, poleciałem tytułem eksperymentu na moc zalecaną przez stryda, w 33;22 tutaj jest wpis a co przyniesie rok ten zobaczymy, ale biegnę to z pełnego treningu, bez luzowania, i też na […]

Skomentuj Siedlak1975 Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.