skrzynka

20+15min HMP/5 mineasy 302W/@4:15 160HR+303W@4:15/170HR

godzina słynna piata trzydzieści, kiedy pobudka zagrała….a nie, wróć, godzina słynna piąta trzydzieści, kiedy to koty miauczały…i tyle było ze spania, banda trojga mnie otoczyła i było pozamiatane. jedna chodzi wtedy po mnie i mi miauczy do ucha, zamiennie drapie delikatnie, albo szturcha łebkiem, dwie pozostałem albo czekają pod drzwiami, albo leją się z nudów, zamiennie jak konie latają góra-dół, tak czy inaczej pospać można tylko w teorii. w praktyce po szóstej byłem na nogach. ale to była druga pobudka bo pierwsza koło 3 bo już wtedy stały pod drzwiami, ale udało się jakoś spacyfikować. niemniej pół nocy poszło w kotyyy. jak tak dalej pójdzie, będę spał z rewolwerem pod poduszką, albo przynajmniej z gazem pieprzowym, zostałem sterroryzowany i ruchu za dużego nie mam. także pospałem se aż miło. ma to też swoje plusy, bo już koło szóstej siorbałem kawę i zastanawiałem się czy dziś biegać THM czy nie.

stwierdziłem po żołniersku, jebać wiatr-biegamy. zresztą, co to za wiatr dzisiaj, raptem koło 25 i niewiele więcej w porywach, więc bądźmy szczerzy, jakaś popierdułka a nie dmuchanie.

także spokojnie rozgrzeweczka ponad 3 kilometry i lecimy planowane pierw 20min THM 5 min przerwy i znów 15min.

po ostatnim starcie, stryd podniósł mi trochę progi więc wg niego THM mam teraz na 300w. i w sumie za bardzo nie ma o czym pisać, choćby człowiek bardzo chciał, bo co tu wymyślać jak szło tak jak iść powinno. tzn żmudnie, niezalekko, ale cały czas z kontrolą pełną tempa, trochę wkurwu na wiatr i podbiegi, ot standardowa robota. nie ma w tym niczego pasjonującego, żadnej przygody, awantury czy innej miksury. chciałoby się popisać o jakichś przygodach po drodze, walce, halce i pralce, ale skąd, kompletnie bez dramatyzmu. jedyne co mnie spotkało, że przebiegając dwupasmówkę, już na powrocie do domu, kierowca mnie przepuścił, ruch zatrzymał na pół anglii, żebym se przebiec mógł. a no i garmin co 2 minuty rozłączał słuchawki, tak z 5 czy 6 razy próbowałem, pograł chwilę i cisza, znów łącze, pograł i cisza i tak w koło wojtek, także biegałem ulicznym szumie. czy cos jeszcze? no może, że:

skrzynka była czerwona,
A koperta…no, taka… tego…
Nic takiego nadzwyczajnego,
A na kopercie – nazwisko
I Łódź… i ta ulica z numerem.

I pamiętam wszystko:

Że znaczek był z Belwederem,
A jak wrzucałem list do skrzynki,
To przechodził tatuś Halinki,
I jeden oficer też wrzucał,
Wysoki – wysoki,
Taki wysoki, że jak wrzucał, to kucał,

I jechała taksówka… i trąbił autobus,
I szły jakieś trzy dziewczynki,
Jak wrzucałem ten list do skrzynki…

no właśnie tak było.

całość: 20min 302W/4:15 160 aHR +5 min brejka run+15 min303w/4:15 170 aHR

tu se można obejrzeć: skrzynkę czerwoną

cichykot Opublikowane przez:

2 komentarze

  1. sultangurde
    29 lipca, 2020
    Reply

    Gdzie ten Grześ co list wrzucał? Na agroturystyce bo wakacje: więc tym razem po prostu idzie Grześ przez wieś! Fajne pisanie 🙂

  2. 29 lipca, 2020
    Reply

    dzięki Wojtek za dobre słowa, zawsze to miło, że ktoś nie dość, że czyta to jeszcze się podoba do tego. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.