Na Hippisa To Było

taki test na początek, jak widzisz ostro te krzesła, to czas przestać pić. co do piwa, to ja raczej ostatnio słabuje w tym temacie, chociaż nie powiem, wczoraj dwa wpadły, ale amatorka kompletna z mojej strony w tym temacie. i raczej nic się zmieniać nie będzie już na lepsze. ale wigi miał dobry pomysł z tą fotą na stronie .

niestety i bieganie moje też takie jakieś niewyraźne się zrobiło ostatnio, coś idzie to wszystko z oporem. cytując klasyka, nic mi się nie chce tylko bym spał. no może tak źle nie jest, ale w piątek podchodząc do akcentu byłe nastawiony kiepsko do tematu.

być może ma to wszystko związek z pogodą, być może też to, że jednak zacząłem ciąć kalorie i powoli jakieś efekty zaczyna być widać, tzn zamiast 73.8 już tak w granicach 72,2 kg niemniej podchodziłem do tego piątkowego treningu jak pies do jeża. w czwartek zresztą wróciłem z wybiegania po 400 metrach, szło z takim oporem, iż stwierdziłem, co ja się będę zmuszał. walić to, nic na siłę. pewnie bym się przełamał, po dalszych paruset metrach, ale skoro nie idzie ewidentnie, nie będę dusił na siłę. zresztą dość ciekawe to było, bo biegłem, nic mi nie było, a po dwustu metrach nagle stop i myśl, jebać to nic z tego dzisiaj nie będzie, wracam do domu.

tak się nawet zastanawiam poważnie, nad niedokończeniem planu i już pójścia w te cięcie kalorii. czyli opcja tylko biegam cztery może pięć raz w tygodniu, same spokojne biegania, krótsze dłuższe bez znaczenia, bez żadnego napinania się i planu. bo tu widzę największe rezerwy na tą chwilę.

sezon też mimo, że był szarpany trochę to było jednak męczący, było dużo konkretnego biegania, i mimo, że nie było okazji do jakiegoś sprawdzianu, to widzę ewidentnie po swoim bieganiu, że to był kolejny mocny krok do przodu. Forma jest dość stabilna od dłuższego czasu, brakuje tylko teraz jakiegoś bodźca, który by pozwolił na po po pierwsze lżejsze bieganie, po drugie na powzwolił na długi oddech. i być może jest to ten czas. co prawda, blog się zmieni bardziej na kulinarno- fotograficzny, ale może to też nie będzie takie złe.

na chwilę obecną skłaniam się ku temu coraz bardziej, ale postanowiłem sobie, że dopóki wykonuję założenia treningowe, ciągnę ten wózek, ale jak tylko zacznie się to sypać z powodu ograniczeń kończę z mocnym treningiem, bo nie da się tego wszystkiego tak ciągnąć.

tak mi od jakiegoś czasu taka koncepcja łazi po głowie, ale wracamy na razie do piątkowej kobyłki.

wyjście z domu, jak po odbiór podwyżki emerytury z zusu, bez życia, bez polotu, a chęci na szybkie bieganie mniej więcej takie jak hippis na wizytę u fryzjera, do tego z solennym postanowieniem, że jak nie będzie szło, to pierdolę, kończę i przestawiam się w tryb „cięcie gięcie jebanych kalorii”

niestety poszło. w planie było 2 x 10min LT /2minuty +5min easy i 15 min tempo połówki. tej biegowej pobiegłem do parku, coby zmienić trochę monotonię ostatnich treningów, wiedziałem, że będzie bardziej pod górkę, ale robiłem wszystko co mogłem żeby nie wyszło, żebym już mógł z czystym sumieniem skończyć i wiadomo tryb cięcie gięcie z czystym sumieniem wtedy.

biegałem to w parku mogłem latać pętlę krótszą-łatwiejszą w kontekście przewyższeń, ale zdecydowałem, że pobiegam dwukilometrową trudniejszą, ale psychicznie tylko jedną i trochę za to dwa razy bardziej z górki. męczę się po 4:06 słabo to idzie, ale idzie i w sumie bez problemów dociągam te 315 watt na budziku. 2 minuty brejka w stanio -marszu i start do kolejnej pętli. tu lekko przesadzam i widzę, że moc oscyluje około 320watt. słabo to idzie , nie mogę za bardzo zwolnić chociaż delikatnie prędkość wytracam, niemnie pierwszy kilometr i tak chyba w 3:57 wychodzi, a ja czuję, że za mocno to idzie, zaczyna się podgórka, tracę dalej, ale nie jestem w stanie jakoś tego pobiec poniżej 320 watt. wolę ciut mocniej ale równo, niż szarpać tempem. podgórka nabija natomiast mi tętno do 173 powinno być max 173 ale już nic z tym nie robię i okazuje się, że kolejne 10min weszło po 4:01 na 320 wat. czyli delikatnie za mocno.głowy sobie tym nie zaprzątam bo 5 min przerwy i zostaje jeszcze 15min tempa półmaratonu. wiem, że to zrobię na te 293 watt ( założenia ) ale znów lekko za mocno górki, górki i wchodzi te 15 min w 4:17 bodajże na 299 watt. niemniej trening zrobiony, cóż, trzeba walczyć dalej myslę.

w sobotę lekkie rozbieganie, a wczoraj znów dramat od rana. w planie jakieś 18km patataja, a ja nie mogę się ruszyć nawet po kawę do kuchni. z pół godziny marudzę komu się da, jak mi się nie chce, ale myślę, no kurła, wyjdę chociaż na plan absolutnie minimum 6km.

od rana lała, więc się ochłodziło, no ale jak dupsko podnosiłem z kanapy, to jak raz złośliwie przestało. trudno myślę, te 6 jakoś chyba zrobię.to wyjdzie te 50km w tygodniu, no absolutnie minimum przynajmniej będzie jakieś, i gra pozorów, że trenuje pięknie zachowana. pierwszy drugi, trzeci mija powolutku, po około 5;12 tętno niziutkie poniżej 130 wszystko pięknie gładko, aż nie wierzę, gdzie podziała się ta moja niechęć więc co tu robić z tak mile rozpoczętym treningiem myślę.

dociągam na luzie do ósmego kilometra, jeszcze 500metrów, kończy się ścieżka, nie chce mi się czekać, aż sznur aut przeleci i przebijać dwupasmówką, więc w tył zwrot i postanawiam polecieć 6km w tempie endurance. czyli take WB2 zależy jak kto tam to interpretuje. patrząc po tętnie to było tak tempo maratonu. robię te sześć kilometrów bez żadnego problemu, w zależności jak droga od 4:18 bodajże do 4:38 chyba najwolniejszy. ostatni w miarę płaski wchodzi w 4;22 więc cieszy mnie to, że zrobione z taką łatwością. ostatnie dwa do domu już się turlam spokojnie i wychodzi 17km żwawego rozbiegania. jak na taki płacz z rana, nadspodziewanie dobrze.

cały tydzień zamykam niecałe 63 km raczej mało niż dużo, z drugiej strony całkiem niemało jak na trening do niczego.

piątek niedziela

cichykot Opublikowane przez:

3 komentarze

  1. Siedlak1975
    17 sierpnia, 2020
    Reply

    63km to mój normalny tygodniowy przebieg

  2. Januszekwiatuszek
    17 sierpnia, 2020
    Reply

    Może Robert trzeba odpocząc od biegania ;-(
    Przerwa czasem dobrze robi a przetrenowanie psychiczne gorsze od fizycznego

  3. 17 sierpnia, 2020
    Reply

    no też nad tym myślałem, ale to chyba wypadkowa pogody, cięcia kalorii i dość intensywnych treningów. generalnie tak stan, że nic się nie chce. dlatego też jak pisałem, pierwszy ewidentnie zawalony trening i odstawiam plan treningowy wchodzę w tryb treningowy B czyli tylko wybieganie, cięcie kalorii i to gdzieś tak do listopada.
    a potem start od planu na 5km. byc może nastąpi to już jutro bo kobyła w planie.
    wszystkiego na raz się nie da, wiem o tym. póki co kalorie nie są ograniczane na maksa, jednak są, więc może to się odbijac.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.