RAJ

dużo spokojnego biegania było, kalkulator chciał mnie zajebać i co trening to 18 lub 19km dawał i tak w koło macieju. nie żeby strasznie płakał z tego powodu, ale jako, że zacząłem akcje wytop tłuszczu z tyłka i ograniczyłem mocno kalorie, zaczęło się nagle biegać niespodziewanie ciężko.

aktualnie mam tempo walca drogowego podjeżdzającego pod rysy – tak też się czuję, jak ten walec, ale jak to mówią, nie ma takiego walca którego nie można odetkać.

nie wiem czy długo tak pociągnę, bo nogi się buntują, ale dobrze by było jednak dobić do tych już nie mówię 65 kg, ale chociaż 68 z aktualnych 73. a było już 75, także słuszną linią już kroczyć zaczynałem, ale udało ? się opamietać.

btw, ja nie wiem, z czego ta waga, mięsa nie jem, słodkiego w sumie też za dużo nie, chyba te angielskie powietrze tak tuczy, naprawdę, jestem tym lekko załamany. inna sprawa, że upomniała się praca o mnie i od poniedziałku wracam do kamieniołomów. niestety, jak pisałem moja weekendowa zmiana została zlikwidowana jak wolność słowa przez lewaków i póki co opcja jedyna, to jak większość społeczeństwa poniedziałek-piątek po 8 godzin dziennie będę łupał kamienie. także jest szansa, że już niedługo zacznie mi się przyspieszony turnus hajcowania kalorii i jeszcze będą za to płacić. normalnie raj.

dzisiaj biegałem też jeden z nielicznych akcentów ostatnimi czasy threshold to był 3×10+5min/2 minuty easy i umordowałem się dość mocno. tempo śmieszne bo średnio po 4:15 to poszło, ale no niestety, na deficycie to odczuwalnie ciężko bardzo i tak też fatalnie się czułem. nawet nie to, że jakaś walka specjalnie była, bo i na nią siły nie miałem, kurlałem w miarę swoje i tyle. bez życia, bez polotu, widełki miałem szerokie bo między 4;11 a4;21 a średnio po 4:17 miało to być. ostatnim razem wyszło to jednak po 4;10 i było lżej. no ale wtedy to kalorie mi uszami wychodziły i warkoczyki plotły z nudów. a teraz tylko echo we łbie się tłucze.

jak jeszcze miałem siłę podnieść aparat, udało się zrobić parę zdjęć słonecznika dzień po dniu, którego wiewiórki nie zdążyły połamać i zeżreć. także wrzucam. a walka trwa.

ps tomek złamał 3kę duże piwo, reszta dopiero startuje za godzinę ale też trzyma kciuki.

cichykot Opublikowane przez:

Jeden komentarz

  1. Siedlak1975
    22 września, 2020
    Reply

    63kg mają być!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.