inni maja gorzej

wiedziałem karwasz, wiedziałem, że jak nie będę pisał na bieżąco, to w głębokiej-pigmentowo dodatniej dupie się znajdę. tak też i się stało, zwykłe lenistwo mnie dopadło i niemoc tfffuurcza. o ile niemoc można by jakoś sobie wybaczyć, to lenistwo po prostu jest rzeczą wprost przerażającą.

jak w tym kabarecie co to kiedyś rewiński opowiadał, że zebrał majster na budowie ludzi i mówi, komu się nie chce robić wystąp i wszyscy wystąpili tylko jeden polak- kowalski nie wystąpił bo nawet tego mu się nie chciało. musi bezwzględnie jakiś krewny to mój był i to z bliskiej linii na 100%.

takie przerwy powodują u mnie niechęć w do pisania, bo było minęło nie ma do czego wracać i nie ukrywam, że strasznie ciężko mi wtedy idzie pisanie. jakbym miał pisać powieści historyczne, to bym się chyba popłakał. w piekle na 100% wyląduję w kotle powieści dawne lata 1356-1675.

niemniej postaram się ten czas zaprzeszły jakoś tak zebrać – w optymistycznie to na potrzeby chwili nazwijmy – sensowną i zgrabną opowieść. no opowieść też pewnie przesadziłem, może jakaś chociaż mikro nowelka z tego wyjdzie.

wróciłem do pracy. niby mało to interesujące, ale jak się siedziało od marca w domu a poprzednie dwa lata pracowało tylko w weekendy mając pozostałe 5 dni w tygodniu wolne, to jednak było lekkie zderzenie z rzeczywistością. dodatkowo wróciłem na kompletnie inny dział inna, wiadomo, że gorszą robotę i generalnie była chujnia z myjnią i patatajnią. jedyny plus tego syfu, że robota od 6 do 14 i 14:30 to ja już byłem gotowy być mogłem do treningu, no ale nie byłem bo w związku z tym szokiem i traumą popowrotową od razu wszedłem w stan roztrenowania. nauka radziecka na pewno ma na to nawet jakąś nazwę, bo to niemożliwe jest, żeby to nie była jakaś jednostka chorobowa.

pomyślałem, że skoro i tam muszę, wszystko przeorganizować, zawodów żadnych nie ma roztrenowanie jakieś wypadałoby zrobić, więc czas był ku temu idealny, żeby zrobić sobie parę dni wolnego. też coś było, że mnie w krzyżu jebło i lekko przygięło do ziemi w pracy się okazało, że trzeba pracować, do tego codziennie zacząłem wstawać wcześniej niż poranne zorze, więc taki mały mini armagedon mi się zrobił.

oczywiście powiedzmy sobie szczerze, to chuj nie problemy są, daj panie, żeby człowiek miał tylko takie. niemniej ja pomimo, że jest z gatunku szklanka do połowy pełna, to jak tylko pisać zaczynam od razu tryb słowacki w małżeństwie z mickiewiczem mi się włączą i jadę tymi nieszczęściami życiowymi, które nawet pyłkiem na wietrze nie są. no ale jaki osobnik takie nieszczęścia.

każdy ma zresztą inny próg krzywdy życiowej i niesprawiedliwości dziejowej. pracując na obczyźnie i będąc na wygnaniu spotkałem różnych ludzi i wiem, iż inni mają ludzie zdecydowanie gorzej.

for examle, pracuje z libańczykiem , imię ma nie do spamiętania, więc wszyscy wołają go franek, no i jakoś tak ostatnio franek wyczaił, że krzyżyk nosze i się pyta – czy jestem chrześcijanin. ja, że owszem i pytam w co on wierzy on, że muslim, ale że taki prawdziwy nie jak kebab-muslim turecki i tak se gadamy o tych naszych krajach i religiach, aż mnie się chłop pyta -ile mogę mieć żon jako chrześcijanin bo on może mieć bodajże sześć lub osiem. strasznie mnie pożałował, jak usłyszał, że tylko jedną – ale że jak? pytam, – w anglii też możesz mieć osiem? a on, że tak, że jak religia tak pozwala to i może mieć te osiem, niemniej tu się dramat właśnie zaczyna, bo na koleją to pierwsza zona zgodzić się musi, a ona nie chce. i to jest tragedia i drama dopiero. widać wyraźnie, że dramaty ludzkie nie mają granic.

także wyszło dobrze ponad dwa tygodnie roztrenowania i już życie zaczęło robić się różami usłane, czy też może raczej mniej przejebane, krzyż dalej łupał co prawda, jak po wizycie u harrego z tybetu, ale w pracy jakoś się dźwignąłem w hierarchii i zamiast być na samym dnie drabiny okazało się, że już widzę nawet pierwszy szczebel. to oto zostałem sniffy dogiem.

czyli latam jak pojebany po magazynie i szukam brakujących rzeczy do zamówień, które powinny być i są, ale nie na pewno tak gdzie ich miejsce. jak dla mnie ma to plus taki, że nie jestem niczym uwiązany w ciągu dnia robię standardowo z 10-15km plus jak mi garmin liczył jakieś 40 pięter.

u mnie niestety nic nie trwa wiecznie, nie może być nigdy normalnie więc wiadomo z góry było, że zaraz się to wszystko spierdoli, pytanie było tylko kiedy. trzeba przyznać, że są jednak jakieś plusy dodatnie w tym wszystkim i nie można ciągle narzekać i narzekać. bo zjebało się to wszystko tak szybko, że nie zdążyłem się nawet przyzwyczaić. a dopiero by było jakbym już okrzepł i wtedy jebut a tak? od ręki bez męki zostałem covidianem.

i znów rewińskiem chciałby się pojechać i misternym planem, ale wyświechtane to wszystko i zgrane do bólu. także wylądowałem dwa tygodnie w poniedziałek na izolacji.

i tu kolejny raz okazało się, jak mam przehjebane, bo nawet jak pierwszy raz coś pozytywnego się zadziało w moim życiu, to od razu to było pozytywny wynika na kowida.

i tak z rynny wpadłem pod bakterię i nie dość, że we łbie pusto to dodatkowo ten covid wyżarł co tam mógł. samą chorobę zniosłem dość lekko, ot grypa i tyle, rok wstecz nawet bym się nie zastanawiał, ale teraz wiadomo. podobno włosy od tego wychodzą ale jeżeli tak to ja już chorowałem ze 30 lata do tyłu. no może jakiś taki słabszy byłem, ale czy jak wiem czy to covidek czy może po prostu przewrażliwienie.

w czwartek mi się skończyła kwarantanna, i od razu w piątek rano buty na nogi i rura na 40 minut wybiegania. nie powiem, słaby jestem jak kuropatwa, ale w sumie prawie miesiąc przerwy było więc co się dziwić. jakoś niespecjalnie czułem zasapanie czy coś w tym rodzaju, ale tętno pod górki dochodziło do 166 przy tempie 5;20 więc jebało kuropatwą na ulicy, jeszcze godzinę po tym jak przebiegłem. dzisiaj już lepiej godzinne rozbieganie, na zdecydowanie niższym tętnie bo ponad 10 mniej i już przy tym samym tempie 5:20 miałem średnie HR 149 przy 156 wczorajszym.

no i to tak po krótce tyle by było, z covidowych opowieści na dzisiaj.

cichykot Opublikowane przez:

Jeden komentarz

  1. Januszekwiatuszek
    6 listopada, 2020
    Reply

    Dużo Zdrówka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.