a jednak

żeby za dużo nie kombinować udawajmy, że od ostatniego wpisu minęło ze trzy dni a ja pokrótce opiszę co tam ostatnio się działo.

o tyle mi z tym wygodnie, że nawet nie chcę wracać pamięcią do ostatniego wpisu, tak dawno to było, więc na pewno pominę coś mało istotnego, bo tylko takie rzeczy mnie dotyczą.

biegam, to w sumie najważniejsza rzecz i na tym trochę się skupię. żeby jednak nie było nudno i monotonnie, to postaram się powalczyć trochę z layoutem strony i powstawiać fotki do wpisu.

fotografie będą motywacyjne, nie wiem czy po kliknięciu się powiększa, sprawdzić zawsze można i samodzielnie też sprawdziłem, nie da się.nie powiększa, trudno, jak się będzie dawało dam znać, pokoje co można śmiało nie klikać i nie robić dziury palcem w ekranie.

koncepcje i inspekcje treningowe za dużo mi się nie zmieniły od ostatnich trzech dni, bardziej skupiłem się na poszukiwaniu narzędzi oraz pogłębianiu wiedzy w temacie co zrobić żeby lepiej zapierdzielać mniej się męcząc. generalnie pytanie typu -co robić, żeby nic nie robić, mieć pieniądze i się nie nudzić-pamietam je chyba jeszcze z podstawówki, tyle, że nie rozumiałem go wtedy a teraz rozumiem, wystarczy wyprodukować wirusa chciałoby się powiedzieć i wszystkie te warunki zostaną spełnione.

zostawmy jednak politykę na boku i wracajmy do dryfowania

jako, że lekko zderzyłem się ze ścianą po powrocie do codziennej pracy postanowiłem coś zmienić w treningach, bo rozpisywane przez TAO popołudniowe biegania typu 98 minut słabo mi korlowały z aktywnością w fabryce, więc trzeba było coś z tym zrobić.

Jeszcze przed zacovidowaniem wpadłem gdzieś w odmętach internatu na stronę Aiendurance.com i spodobały mi się plany treningów z tamtąd. mimo, że jeszcze dość zgrzebne i monotonne to dawały to czego inne mi nie dawały, czyli dużo biegów w tzw drugim, czy też w zależności od interpretacji śmieciowym zakresie.

bo tego stwierdziłem mi najbardziej brakowało, biegania biegów ciągłych. być może to tylko polska specyfika, a być może wyraźnego podkreślenia w planach mcmillana danielsa czy tam innego flinstona, iż trzeba biegi spokojne biegać żwawiej niż spokojnie ( nie zawsze oczywiście ) spowodowało to – nie napiszę, iż w powszechnym przekonaniu-bo nie wiem jakie jest powszechne, ale w moim, że jak napisane easy to trzeba drobić jak gejsza i nie daj panie się zmęczyć, tętno najlepiej jakby było blisko zera a po pierwsze kropli potu na czole trzeba od razu przerwać i wracać do domu autobusem.

nie twierdzę oczywiście, że biegi regeneracyjne są niepotrzebne, nie o tym mówię. mówię o tym, że w moim bieganiu na przestrzeni lat brakowało biegania śmieciowego. zaczęłam więc napierdzielać prawie codziennie jednostki typu 2x8min/4 easydo tętna 160 9 co teoretycznie przy moim tętnie thresholdu 173 daje jeszcze zakres przedmaratonowy czyli ten mityczny 2 zakres 0 wg mojego rozumienia oczywiście. tempo wychodziło tego różne, coś koło średnio 4;26 ale napierdzielałem to prawie codziennie za to krótko. AI treningi dawał wtedy dziadowsko, albo 30 min albo 60, ale mi to nie przeszkadzało, bo po paru tygodniach zauważyłem, ze nagle jednak forma nie tylko w lesie jest ale czasem zdarza się jej być już w polu.

dam obrazek motywacyjny nr 2 .

zadowolony ja i postanowiłem iść tym tropem, balansując na krawędzi bo nie wiem, czy nie zderzę się ze ścianą bo jak pisałem w fabryce stery/niestety kilometrów na nogach sobie też dokładam i np za taki styczeń mi wyszło 540 w tym biegowych było 240. btw najmniej w styczniu zrobiłem od parunastu lat. ostatnimi laty tak bywało, że każdy styczeń był grubo powyżej 330 a potem już różnie bywało pod koniec roku, przeważnie rozsypywałem się w okolicach sierpnia września, więc mam nadzieję, na tendencje odwrotna i to bez rozsypywania.

jak widać urobek jest niemały, a ja z żelaza byłem kiedyś a teraz to raczej imitacja plajstiku jest. luty zapowiada się podobnie z tendencją zwyżkującą więc jak pisałem lód jest cienki a woda zimna i głęboka.

niemniej udało się w tak zwanym międzyczasie zrobić kilka solidniejszych treningów, nic spektakularnego oczywiście, ot żmudne zbieranie minut thresholdów i 2 zakresów, czasem coś tam dłuższego wpadało, ale wszystko żwawiej. tzn dla mnie żwawiej bo poniżej 5/km

traf chciał jednak, że wynalazłem stary kupiony chyba pare lat wstecz plan mcmillana pod połówkę i to nie rozpisany na trzech kolegów i jeden stolik, tylko normalnie pod półmaraton.

trochę wujowi na niego trafiłem, bo dzień po jak zrezygnowałem z subskrypcji AI to się okazało, że gostek za to odpowiedzialny zajebiscie pozmieniał algorytmy i te treningi już w ogóle zaczęły jak dla nie wyglądać swietnie no ale jako że było to czas rozrachunków a ja stwierdziłem, że miękka faja jestem i żadnego planu nie doprowadziłem ostatnio do końca postanowiłem jechać tym milanem jednak, żeby coś w końcu raz zrobić solidnie i porządnie. czy się uda zobaczymy start bez zmian planowany na 26.04 bez znaczenia czy połówka będzie czy polecę samopas. plan minimum 1:29XX

nie piszę już więcej, że będę pisał regularnie, że obiecuje itd, bo takie pierdolenie nic nie daje. albo będzie regularność albo jebać to wszystko.

cichykot Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.