13 minut

cóż dzisiaj będzie szybko i na temat. wczoraj się zaszczepiłem, czip działa zajebiście, od razu lepszy ślad GPS a i bateria trzyma dłużej. trening jakby słabiej poszedł, ale widać jeszcze nie jestem w pełni zsynchronizowany z centralą niemniej zanim w przyszłym tygodniu dobrnę do tego tygodnia, jak raz myślę, będę już po drenażu mózgu i innych połączeniach.

poprzedni tydzień zaś wciąż mocno niespokojny, co też odbiło się znów na bieganiu, zaliczone było jak ten wpis, może nie na odwal, ale jednak bez polotu zaloty i przelotu.

wczoraj dopiero się skapowałem, że chyba od paru tygodni nie sprawdzam nawet kilometrażu tygodniowego i jakie było moje zdziwienie, że nabiłem prawie 64 km ze średnia 4:37. cię choroba, kiedy to się stało zachodzę w głowę koleżkowie moi i pojęcia nie mam, chyba ktoś w nocy podszuflował parę kilometrów.

pierwszy akcent wtorek był 3×10/2 min thresholdu w @4:01 weszło, ale cały tydzień tak wiało, że mimo delikatnej modyfikacji pętli przy porcie ( skróciłem o jakieś 800 metrów i nie piłuję już takiej długiej prostej pod wiatr, do tego poszedł precz do mamusi najgorszy podbieg. wciąż nie jest komfortowo, ale nawet jak wieje, a kurwa wieje!!!! powiedzmy, że jakoś idzie z tym walczyć.

niemniej była to konkretna kobyła, zważywszy na tętno i nie powiem, trzeba było się pomocować trochę z nią, ale weszło gładko, jak lód do szklanki z drinkiem.

także widzę wtorek jak napisałem z wysokiego C poszło, zadowolony byłem z treningu mocno, bo jednak mimo ogólnego wkurwu noga się kręci nienajgorzej.

potem środa, czwartek jakieś patataje po 8km z wiatrem we włosach bo tak wiało, że nawet te na plecach mi rozwiewało. nazywało się to niby recovery, ale równie dobrze a może i bliżej prawdy było to tempo run dzięki pogodzie.

w międzyczasie przyszedł nowy obiektyw do aparatu, może nie ma takiego pokręconego bokeh jak stary ale jest bardzo uniwersalny no i w ogóle ach i och. tek ,że wszystko foty będą już z nowego szkła.

koniec tygodnia klasyczny trioplana, że się porównaniem fotograficznym podeprę.

na początek delikatnie w piątek 2×9/5min threshold spokojnie po @4:07 ale weszło bo nie miało prawa nie wejść. napisałem spokojnie, bo sobota zapowiadała się już ciekawiej. 3×12/5 min tempa i zamiast spokojnie to dreptać po 4;26 powiedzmy ten Wiater tak mnie wkurwił, że wyszło narastająco @4;26/@4:21/@4:09

tu już było co biegać chociaż wciąż we względnej strefie komfortu to poszło i wszystko to było biegane, bez zaciśniętej gęby, piany na ustach i obłędu w oczach muszę muszę.

dobicie zostawiłem sobie na niedzielę, w sumie niby taki sam trening a jednak całkiem inny. postanowiłem zrobić też narastająco ale dowaliłem jedną minutę do każdego powtórzenia a dodatkowo w nagrodę wydłużenia wywaliłem przerwy, bo na chuj mnie one ?

chciałem pobiec to na moc na 2/3/4 zakres narastająco, ale liter tak mną targał, że zostało tylko na wyczucie i wyrachowanie. zaczęłam delikatnie i nawet byłem lekko podłamany bo pierwsze 13 minut weszło niby nieźle bo w @4:19 ale nie było t tak lekko jak powinno ? chyba ? nie wiem, naprawdę cieżko coś napisać bo ileż można powtarzać słowa wiatr, ale cóż porywy dochodziło podobno do 5-0-60/km a wiało stałego grubo nad 30/h

niemniej kolejne 13 minut weszło, nie, że lżej, ale jednak swobodniej, coś pękło, jakaś żyłka chyba i poszło bez problemu w @4:09 i zostało ostatnie 13 minut. tu po pierwszych chyba 400 metrach gdzie byłem schowany bez wiatru w pysk, patrzę a na budziku 3:52 średnia i to bym powiedział, że na pełnej swobodzie. wiedziałem, że za chwile podmuch mnie naprostuje konkretnie, niemniej starałem się trzymać pod wiatr koło 4:05-08 z wiatrem bez problemu wchodziło ciut poniżej 4km. i całe te 13minut weszło w 4:00 co naprawdę mnie cieszy, bo na 100% dociągnąłbym do piątki w tym tempie, także fajno fajn.

cichykot Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.