kobyłka mała

warm up + 2x8min LT/2min easy + 5min easy + 15min HP pace + warm down

przemielił mnie wczorajszy trening, może nie wypluł, ale przemielił na pewno. cały dzień, czułem go nie tylko w nogach. ogólnie byłem dość mocno rozbity. pytanie czy był za mocny? no chyba nie, skoro był skończony tak jak miał być. takie bieganie jak jest domknięte treningowo, rzadko bywa za mocne, po prostu albo jest zrobione dobrze, albo bywa przewiezione. można by się zastanawiać, czy nie można by było zrobić tego lżej, ale zawsze można by się zastanawiać i roztrząsać sprawę w nieskończoność, co by było gdyby.

ciężko nawet określić do czego podpasować ten trening, za długi i za słaby jak na podbicie Vomax a za mocny jak na threshold. tak wydra na kształt świdra. biegałem już takie jednostki jak trenowałem z michałem, nawet szybciej- bo jak sprawdzałem szło i 6×1600 po 3;55 -jednak było to po całym ciągu treningów Vomax i biegało się to ewidentnie lżej.

traktuję go jako trening wytrzymałości tempowej i chyba też temu służy.

niemniej dzisiaj rano wciąż daleko mi było do doskonałości, nogi ciężkie mocno jeszcze, ale i tak o niebo lepsze niż wieczorem.

pogoda jak zwykle od miesiąca, tzn chłodno, wilgotno bo pada, duszno do tego i wieje za to tylko tylko tak se. nie więcej niż 10-15/h

czemu biegam te kobyłki dzień po dniu, po pierwsze -czasem takie dobicie mięśni powinno dać bardzo dobre efekty-czy da się okaże za czas jakiś, po drugie-jutro i pojutrze będzie tylko wleczone co pozwoli mam nadzieję na odbicie i zrobienie longa w sobotę jak ostatnio na te 270 watt no i po trzecie i najważniejsze wieje słabo a to naprawdę ważne dla mnie.

jakby się zresztą taki układ sprawdził w szerszej perspektywie chciałbym dość często z niego korzystać. plan jest rozpisany na pięć dni/ale cały tydzień -a ja mam tylko pięć dni pod rząd, nie idzie upchnąć żadnych dni wolnych. z tego wychodzą, jakby nie patrzeć trzy akcenty w tygodniu i dwa dni przerwy po ostatnim, więc wymyśliłem, iż może się to sprawdzi, że biegam akcenty poniedziałek/wtorek środa-czwartek tylko wleczone i średnio mocny długi piątek i wtedy weekend wolny od biegania.

czy to zaskoczy nic nie wiadomo, bo wciąż siedzę na wolnym z powodu coronawirusa, teoretycznie, może tak trwać to do października, bo do tego czasu płacą, pytanie co dalej. może też być tak, iż dostanę telefon dzisiaj z pracy, że od soboty moje weekendowe shifty już działają i mam się stawić do roboty w kamieniołomach. wtedy zostaje tylko poniedziałek -piątek, a może być też tak, że trzeba będzie szukać nowej pracy i wtedy wszystko stanie kompletnie na głowie. tych może jest wiele, ale póki co – problem odłożony w czasie nie istnieje- więc nie zamartwiam się na zapas.

dzisiejsze bieganie też wcale nie było hop siup- byk na krowę i już cielak. o nie, nie. jak pisałem wczoraj wyglądało to lekko, ale tylko wyglądało, szczególnie po wczorajszym treningu.

niemniej poszło wszystko nadspodziewanie dobrze, co prawda, na rozgrzewce nogi ciężkie i podmęczone, ale tętno niskie, a i odczuwalny wysiłek dzisiaj dużo lżejszy miał być niż wczoraj, więc mimo obaw ,jak to mówią -patrzyłem optymistycznie w przyszłość. i faktycznie szło dobrze, bez problemów, no, nie nazwałbym tego lajtem, ciutkę zdrowia zostawić musiałem, ale nie było to trening który sprawiłby problem. gładko zapięte to zostało, chociaż nie powiem, te 15 minut ostatnie to jest dobre dobicie i mimo, że relatywnie najlżejsza jednostka z kobyłki, nie było to takie fiu bzdziu.

zamknięte wszystko lepiej niż dwa tygodnie temu, więc też to cieszy. samo tempo HM niby tylko 4:22 /296 watt – ale czuję, że na tą godzinę to ja dużo szybciej niż te 4:24 na połówkę nie jestem. tak póki co jest i nie ma się co oszukiwać, ale też nie można się tym za bardzo martwić, trzeba robić swoje, a efekty w postaci położonych i zjebanych treningów przyjdą na pewno. także ten tego, 8 minutówki weszły odpowiednio w 4;11/310 watt i 4:08/311 watt różnica tempa wynika pewnie z innego ułożenia się podbiegów na pętli.

garmin w nagrodę po wczorajszym utrzymaniu Vomax56 dał 57 dzisiaj. oczywiście nie jest to faktyczne 57 a raczej przełożone na 50cioletniego dziadka, ale cieszy i tak.

teraz dwa dni biegania na ciętych kaloriach, więc będzie wolno i niekoniecznie lajtowo, a potem lekko węgle do pieca i 20 km na 270 watt.

walka trwa.

garmin, strava.

cichykot Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.