cielak

w planie stało jak byk 5-6 x1200 @T10 na 200 metrów i se pomyślałem, że może nie będzie to trening hop hop byk na krowę i już cielak, ale co się zrobi to będzie gotowe, a co gotowe to zrobione. z takim to bojowym nastawieniem poległem pięknie chociaż katastrofa to nie była.

warun był ciężki i nie ma się co oszukiwać, że jednak główne skrzypce wiatr rozdawał, a orkiestra grała i grała, tym bardziej, że tuż obok wzorce mam przecież zajebiste, bo tablice rejestracyjne zostały wydane temu co to z górą lodową się zderzył, niedaleko od miejsca w którym biegam.

pierwsze 1200 poszło wiadomo, rozeznanie bojem, z tymże zwiadowca ze mnie jak z koziej rzyci obój, więc zamiast spokojnie trzymać T10 to chyba raczej to T5 było. tak i po prawdzie, to ja kompletnie nie wiem jakie moje te t10 jest więc raczej to było coś w styli życzeniowo-być może na tyle jestem- ale czy aby na pewno to nie wiadomo-niemniej dopóki idzie to trzymamy-tempo.

jak pisałem skrzypce robiły swą robotę złą, do tego lekko góra dół, na szybkie bieganie, gdzie metka w koszulce waży 2 kg każdy szczegół ma zaznaczenie. niemniej weszło to w 3:52 bodajże co uczyniło mnie dość radosnym, mniej więcej jak skowronek na wiosnę, chociaż dość szybko przerwa 200 metrowa zdmuchnęła tą radość i wyklęty powstał ziemi lód. krótko jednym słowem te 200 metrów coś minuta trzy lub cztery i znów łubudubu kolejne kilo dwieście. tempo bodajże sekundę szybsze, idzie tak curling na tartanie, ale idzie. znów kolejne krótkie splunięcie i postanowiłem lekko zwolnić coby jednak dowieźć trening do mojego końca, jak jego się nie uda. z tego zwolnienia to mi wyszło 3;48 i to był już koniec końca, bo chociaż nie powiem, czwartą jeszcze dałem radę bodajże w 3:51 ale piątą spasowałem. jakbym się uparł może, może bym dowiózł piąta w 3:53-54 ale po pierwsze gdybanie a po drugie gdybanie. nie uparłem się bo nie miałem siły na to. zaraz też sobie racjonalnie wytłumaczyłem, że przecież skrzypce fałszowały, bęben chodził nie w takt, a gitara nie stroiła, czyli chuj z takim koncertem. najbardziej jednak, myśle, zaszkodziło mi golenie w poniedziałek po południu, straty energii związane z odrastaniem zarostu były nie do odrobienia i to położyło cały trening. także ten:

wysoki sądzie, na wstępnie mojego wstępu, chciałbym zaznaczyć, że całe życie prowadziłem się nagannie a na swoje nieusparwiedliwenie mam jednak to, że czyn ten został popełniony w stanie pełnej świadomości, do tego całkowicie dobrowolnie i co najgorsze kompletnie na trzeźwo, co jak wysoki sąd widzi samo w sobie jest już wystarczającą karą. chciałbym również nadmienić i pokornie zauważyć, że treningów tego typu nie biegałem od września lub sierpnia nawet, roku pańskiego zeszłego, anno domino na 32 klocki. do tego przerwy były krótsze niż pierwszy seks piętnastolatka a takoż samo satysfakcjonujące. uprasza się o łagodny a nawet pogodny wydźwięk karmy. w słowie mym ostatniem rozmieniam również ten fak, że od tygodnie następnego, poprzedzającego kolejny, przed poprzednim, ale zaraz po nim, zobowiązuje się całkowicie prawie dobrowolnie, ponapierdalać więcej treningów tego typu co być może doprowadzi mnie na skraj przepaści, ale będzie to moja przepaść, grubymi nićmi szyta.

potem już była nuda, jakiś patataj, aaa a piątek wpadło browarków parę, chociaż przed nimi wpadło tez tempo run 25 minut, tym razem tempo definiowane jak WB2 czyli wuj wie co. weszło te 25min w 4:14 i znów wiatr w pysk. ja to bym kiedyś chciał napisać, ech prawie nie wiało noga podawała, a ja słaby byłem jak kuropatwa i zjebało się samo nie wiadomo czemu. bo ileż można płakać, że lało i wiało kurwa, no ileż ? a tak było ostatnie 3 km z tego tempa wiatr mi dojebał taki w pysk, że zmarszczki na czole wygładził ale za to grad dziury we łbie porobił, bo też postanowił sobie popadać od razu. no ale na szczęście jak tylko skończyłem trening, od razu przestało wiać i padać i słoneczko pięknie wyszło, także mogłem sobie spokojnie ciuchy które były jak te mokre ścierki rozwiesić na dworze w pięknych okolicznościach pogody.

popołudnie upłynęło na konsumpcji napojów wyskokowych, aczkolwiek w nomenklaturze zwanych niskoprocentowymi, niemniej nie liczy się jakość tylko ilość więc wyskoków było parę co zaskutkowała tym, że w sobotę rano na myśl o 10×210 podbiegu planowanego, stwierdziłem, ze może ja i jestem głupi ale nie popierdolony, i zadzwoniłem do kumpla, że bardzo chętnie zrobię sobie jego trening z nim czyli 35min po 5:55. takoż i się z stało, z tą lekko modyfikacją, iż pobiegaliśmy po dawno nie widzianych górkach i tam dowaliłem 3x konkretny podbieg na maksa co w efekcie końcowym zaskutkowała tym, że zrobiłem sobie PB i to o 14 sekund a wiem tylko, że poprzednio był wbiegany w 1:140 a teraz 1;26 więc te 14 sekund robi różnice więcej niż 14 cali w domu uciech. ale zmarnowany byłem po tym wyskokowym piątku jednak i widzę, że nie dla mnie już takie majonezy a i hoplanka też już nie dla mnie.

na szczęście niedziela już było wszystko normalnie, czyli deszcz napierdalał d samego rana a wiatr jak zawsze skrzypce rozdawał od wieczora nawet dnia poprzedzającego bo dlaczego by nie przecież.

w planie było 16 km endurance, ale sam nie wiedziałem, czy biegać mocniej czy słabiej, bo jednak resztki tego co sumieniem się nazywa, tliło się we mnie i ten podbiegi chciałem z lekka skompensować mocniejszym bieganiem. niemniej pogoda taka, że i 40 minut też było brane pod uwagę. ostatecznie jak śpiewał śpiewak i to nie był jan – nie wiem ciągle dlaczego pobiegło się tak, czemu zdechło, też nie wie nikt, są wciąż różne treningi, nie czuję się sam, ale nic nie jest wietrzne w te dni…

aha bo zapomnę, ostatecznie było 14 km w 4:31 ale idzicie do boru z bieganiem w taką pogodę. żart jakiś i tyle. żeby nie wiatru to hoho dopiero by było, ale mimo, że noga szła jak zła i tętno nawet nie było relatywnie wysokie, to i tak treningi w taką pogodę to tylko na zaliczenie i tyle.

cichykot Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.