lato w miescie

3x9min threshold na 2 min wywczasów to nie jest łatwy trening, szczególnie, że niespodziewanie, tak w kraju jak i za granica, słoneczko pięknie nagła dojebało i z wczorajszych 11 stopni zrobiło się nagle 22C co może i optymistycznie pozwoliło spojrzeć na świat, ale co do treningu to w niczym nie ułatwiło niczego. wiatr za to był mniejszy niż zazwyczaj, ale niedużo no i coby nie mówić, może i te słonko przeszkadzało, ale jednak fajnie było tak pobiegać.

sam trening dość ciężki jednakże, chyba noga wciąż nie wypoczęta po niedzieli, muszę te niedziele trochę lżejsze robić, lub akcenty przekładać na środę, w każdym razie lekko nie było, chociaż weszło tylko albo aż po 4:03 średnio wszystko. ale biegałem już szybciej lżej i minutę dłużej na tej trasie.

potem dzień przerwy i czwartek z kumplem towarzysko 6km po bodajże 5;33. umoczyłem się gorzej niż przy 4;33 ale dla towarzystwa to cygan dał się powiesić, więc czemu by i tak nie pobiegać.

tak w ogóle to wciąż jestem motam się czy lecieć według planu papierowego czy według Aiendurance, ale wciąż mimo, że ten papierowy na papierze wygląda lepiej i ciekawiej, wygrywa Ai chyba jednak dla tego, iż trzeba jednak brać pod uwagę tak zwane czynniki zewnętrzne. w marcu wyszło mi 580km z chodzeniem w pracy i bieganiem na treningach. nie dam rady chyba zrobić treningów „papierowych” po prostu a jak dam, pytanie jakim kosztem i czy to coś polepszy. z Ai jest tak, że odkąd biegam wg jego pomysłów, zdecydowanie dźwignąłem się z tempami i jakością treningów i mimo, że serwisowi wciąż daleko do ideału, to nie muszę myśleć, kombinować tylko biegam co daje, z delikatnymi własnymi modyfikacjami. i to też tylko czasem coś tam zmienię, przeważnie przerwy krótsze daję niż mi planuje.

jak już przy tych przerwach jesteśmy, to w piątek było w planie Vomax 6×2:45/2:30 tego przerwa, ale koziołek mądra głowa, postanowił to zmodyfikować i zrobił z tego 1minutę.

nie było jakiegoś dramatu, nie było umierania, ja tak nawet za bardzo nie umiem, albo dobiegam co mam dobiega, albo staję, ale było niestety bardzo zimno rano i to trochę było słabe. bardzo mam na myśli 3c odczuwalna zero, bo jednak coś tam delikatnie wiało. kolejny, błąd – nie błąd po prostu nie było innego wyjścia dzisiaj, trening robiony z rana, ja nie rozbuchany kompletnie no i drewno w nogach w połączeniu z tym zimnem było czuć zdecydowanie.

niemniej sam trening uważam za udany, od dawien dawna nie bieganie było Vomax nie licząc zeszłego tygodnia i wiedziałem, że lekko nie będzie. pierwszy odcinek lekko w dół, powrót jakby ktoś nie był w stanie sobie wyobrazić, to podpowiem, powrót był pod górę. dwa początkowe w 3:51 ale kolejne już coraz żwawiej po około 3:45 co cieszy, szczególnie, że ostatni podgórkowy już był na trudny naprawdę a i tak zrobił się w 3;45 więc gol strzelony na wyjezdzie liczy się podwójnie.

no i te przerwy, 1 minuta naprawdę krótko, ledwo pozwoliła się obrócić w miejscu, były one truchcie, więc też to cieszy, że jednak poszło.

dość długo się zastanawiałem, czy wybrać trening do pełnego wypoczynku czyli jakieś 2:20/2:45 przerwa a docisnąć odcinki mocniej, przynajmniej próbować, czy biegać prawie bez wypoczynku ale więcej czasu nachapać w Vomax. wybrałem wersję drugą jak widać, bo chodniki po których biegałem z żadnej strony nie spełniały jakichkolwiek norm na szybkie bieganie, więc jak mi otworzą stadion w końcu, wtedy postaram się porobić typowej szybkości więcej.

co cieszy, to to, że tętno nie wskoczyło nawet w górną widełkę thresholdu, i nawet ostatni pod górkę zakończył się na 174. pewnie dlatego, że zimno było, ale faktu to nie zmienia, że tętnowo były to interwały w typie Threshold. widać wyraźnie jakie braki mam w mocniejszym bieganiu.

chyba dzisiaj będzie długi wpis, no ale kto biorę udział w czelendzu na koniec klawiatury.

wracamy więc do dywagacji co i jak biegać. nie uważam, że jestem tutaj od udzielania rad i wydawania opinii. jestem od dzielenia się swoimi spostrzeżeniami i poglądami jakkolwiek patetycznie by to nie brzmiało, bo relatywnie biegam słabo, ale wkładam w to dużo siebie, więc jebać relatywność a zajmijmy się konkretami.

już chyba pisałem, nic mnie tak nie ustawiło ostatnio, przynajmniej tak mi się wydaje jak te ciągłe w 2 zakresie, ale 2 zakres bardziej jako przed tempem maratonu jeszcze, czyli w sumie wg klasyków różnych, klasyczne tempo śmieciowe, które według klasyków podróżnych, nie jest żadnym tempem śmieciowym tylko wręcz przeciwnie, najbardziej budującą jednostką treningową.

mnie ustawiły treningi według klasyków podłużnych -czyli jak najmniej easy, a jeżeli easy to raczej easy plus, krótsze trening, ale za to tempa od groma przeplatanego głównie thresholdami już nie tak od groma, ale wciąż w ilości dużej.wiem wiem, jak to bez easy / tez to prosta droga do zajebania się i sam wygłaszałem takie poglądy jeszcze niedawno i w sumie dalej je podtrzymuje chociaż jak rasowy polityk nie do końca gdyż, ale.

po covidzie poszedłem drogą zupełnie odwrotna do ostatnich paru lat, czyli bardzo rzadkie długie wybiegania ( długie meaning 14 lub więcej ) a o ile są to raczej mocniejsze, za to wszystko pozostałe zdecydowanie krócej i żwawiej, czyli jak ostatnio Tomek zauważył albo akcenty albo pół akcenty jako spokojne bieganie, od wielkiego dzwonu przeplatane easy i to też raczej tempowo-odczuciowo easy plus, chociaż wg wszelkich tabelek HR to niby easy u mnie jest.

żeby ten eksperyment trwał drugi lub trzeci tydzień, nie pisałbym o tym, ale to raczej kolejny miesiąc czy tez powoli pół roku będzie i widzę sam po sobie, że póki co daje zdecydowanie dobre efekty. ale wracamy treningów, aczkolwiek pociągnę jeszcze ten wątek w kolejnych wpisach.

na tapecie sobota znaczy dzień kota, więc spokojne „truchtanie” tempa run, co po wczorajszym zapowiadało się jak komornik w wigilię, czyli raczej niewesoło. niemniej jako, że jak już pisałem, trenuję systemem -jak najmniej spokojnego biegania, jak najwięcej pół akcentów zamiast- żeby jednak podbić prędkość przelotową, trzeba było wziąć dupę w troki i dalej napierdalac życie.

poszło bez jakiś dramatów czy wpadek, czuć jednak było lekko wczorajszy trening. zimne poranki, też zdecydowanie nie pomagają, pisząc zimne mam na myśli zimne, czyli jakieś 3c. tym bardziej, że jako, iż słoneczko na niebie, to człowiek na krótko leci a tu zimnica. niemniej weszło całość po 4:21 średnio ( 3x12min na 5 min przerwy) chociaż widzę, że jeszcze póki co, swobodnie mi się te tempa biega koło 4:23/24 przynajmniej na tej pętli, no ale coś tam jednak trzeba się pomęczyć, żeby było lżej. tętno w większość około 82%-83 maxa więc idealnie bym powiedział.

jak zaczęłam tydzień tak i skończyłem, przynajmniej jeżeli o akcent chodzi bo dzisiaj znów w planie 3x9min/2min LT. ufff chciałoby się powiedzieć, dobrze, że to już koniec, chociaż nie do końca ten koniec, bo jeszcze jutro na dobicie po dzisiejszym znów Tempo i znów 3×12/5min.

głupi ja jednak i zamiast standardowej aplikacji stryda wziąłem IsmoothRun i nie wiem jak to zrobiłem, ale zamiast wgranego treningu 3×9/2min LT ustawiłem prosty trening, bez lapów nawet tyle, że co 1km miałem wirtualnego lapa. skapowałem się dopiero po tym jak kliknął mi 4 km za kilkanaście sekund powinno się zacząć pierwsze 9 minut a tutaj nic. w miarę szybko jednak oprzytomniałem i ruszyłem z kopytka a po drodze wymyśliłem ze skoro mam jeden wielki lap i te km to zrobię 3×2500/500 po postu w połowie trzeciego km zwolnię, dociągnę do końca i znów kolejny km rura to chociaż będę wiedział na 100% co biegnę przez pierwsze 2 km.

mimo zmęczenia, wczesnej pory i wkurwu z powodu własnego gapiostwa noga jak na warunki -szła jak zła, pierwsze zgapione wyszło średnio 4:02 ale dwa kolejne powtórzenie weszły po 3:59 co naprawdę mnie cieszy bo tętno ładnie bez dryfu a i to jak pisałem kolejny dzień solidnego biegania.

jeszcze jutro tylko 3×12 tempa i do weekendu patataje tylko.

cichykot Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.