Parszywa 13stka

skończyło się słodkopierdzenie w stołek, trzeba zabrać się w końcu za siebie i zacząć konkretny plan przygotowywaczy długofalowo pod maraton 3pażdziernika, ale na razie zostało 13 tygodni do startu w chester 18 lipca.

uważam, obecny okres przygotowawczy za najlepszy w życiu, mówiąc obecny mam na myśli czas od końca Covida czyli pierwsze bieganie 5 listopada, gdzie ledwo przebiegłem 7.5 km po 5;15 na tętnie średnim 155 do dzisiaj kiedy to spokojnie przeleciałem 13 km w 4;19 na tętnie 154.

były po drodze wpadki, okresy słabości, zniechęcenia-ale w końcu-myślę zabrałem się za trening najbardziej rozsądnie i metodycznie, trafiłem w ten typ treningu, który podciągnął mnie najbardziej. oczywiście, nie czas na żadne tam trąbki, fanfary, czerwone dywany i kawior w garnku, bo jak to w życiu, szczególnie moim-wszystko się jeszcze może spierdolić na łeb na szyję, ale co w nogach tego już mi nikt nie zabierze.

tydzień był w miarę spokojny, chociaż w poniedziałek weszła konkretna jednostka 3×12 min progresu 4;21-4;18 i 4:05 na koniec bo noga nadspodziewanie podawała, potem patataj wolne i czwartek znów 3×12/5min mocnego tlenu po 4;20 bodajże wszystko to na 5 minut przerwy.

wczoraj-sobota już nie byłem jednak taki skowronek 6x3min/1 przerwy dojebało mnie i przygieło do ziemi zdrowo. niestety, nią potrafię znaleźć sobie płaskich ośmiuset metrów w miarę koło domu więc standardowo prosta koło portu i o ile ta prosta jest jako tako prosta, to niekoniecznie płaska. czyli znów było w łeb i znów na miękkich nogach kończyłem. zaczęłam pod górkę pierwsze powtórzenie, żeby ostatnią mieć z głowy już w dół i dolecieć na jak cię mogę bo już na rozgrzewce czułem, że to nie będzie mój dzień. i nie był. wyleczyłem to wszystko w 3;47 średnio, ale zdrowia musiałem zostawiać na trasie trochę. po prostu nie szło, nie było nogi kopyta, niczego. ostatnio ( dwa tygodnie wstecz) biegałem w sumie to samo na tej samej trasie ale 2;45/1min i nie powiem te 15 sekund robi różnice.

tempa obu treningów były identyczne, więc jednak jakiś tam delikatny progres jest chociaż wtedy przerwy robiłem wszystkie w delikatnym truchcie, a teraz 3 ostatnie raczej w marszu lub marszobiegu.

ale pogoda chociaż fana, bo słoneczko piękne świeciło, więc i piwka cztery pięknie weszły po treningu na ogrodzie, co zaskutkowała tym, że rano byłem trochę w pigmentododatniej dupie i nie wiedziałem co biegać, bo na 3x1o thresholdu po górkach chęci nie miałem żadnych.

padło więc na 12km tempa w zobaczymy ile po drodze. poleciała na samej kawie, nawet chyba wody nie siorbnąłem ze bardzo i pierwszy kilometr tempa nie zachęcił mnie do niczego, ale z kilometra na kilometr zaczęło się biec coraz lepiej, na płaskim zaczęło wchodzić po 4;08-10 bez żadnego problemu na tzw mocnym tlenie więc z tej radości skręciłem tam gdzie nigdy nie biegałem i być może okaże się -spradzę we wtorek na akcencie- mam tam 2km całkiem niezłej pętli. google pokazuje 8metrów up na tych 2 km więc jak na moje standardy płasko jak na bilardzie i jeżeli nie będzie tam za dużego ruchu ( uliczki osiedlowe) będzie dobrze. akuratnie jest tam jakieś 25min dobiegu-idealnie z nowym planem, który właśnie zakłada takie rozgrzewki i schłodzenia. ale to wszystko okaże się we wtorek.

czyj czuj czuwaj.

cichykot Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.